sobota, 21 marca 2020

Słowo wyjaśnienia

Witacie!
Znajdujecie się na blogu pn."Ślunskie bojki". Blog ten powstał w ramach mojej edukacji na studiach podyplomowych, na kierunku Informatyka. Celem zadania było zapoznanie się z podstawowymi możliwościami bloggera, stąd blog ten nie będzie aktualizowany i za jakiś czas zapewne tego bloga skasuję.

Zdaję sobie sprawę, że słowo "bajka" (tu bojka) nie odnosi się do baśni, zwłaszcza tej o Kapturku, ale szukałem nazwy na szybko. Baśnie i bajki to dwa różne gatunki literackie, zapamiętajcie to sobie!

Pozdrawiam

Kopciuszek


Downo, downo tymu, jak jeszcze na grubie dobrze płacili, w starym familoku mieszkoł se Kopciuszek z fatrem, macochą i dwiema cerami. Macocha i cere były szpetne jak przodek po odstrzale, bo były z Sosnowca, a Kopciuszek i ojciec byli pikni, bo byli z Boguszowic.

Ta macocha pojechała z tymi cerami do miasta klajdy na bal pokupować. Na tym balu ksiunże miał se baba pomaszkecić i jedna za żona miał se wybrać. Kopciuszek w tym czasie musioł oddzielić wungiel od mułu, co by wunglem rozpolić, mokrym mułem zaciepać i żeby hyc do rana trzymało. Kopciuszek tyż chcioł iść na ten bal, ale nie móg, bo musioł uważyć żur dla ojca, kaczka w pomarańczach dla macochy i cery, a do tego był tak umazany od mułu, tak czorny, i mioł takie ciumpy, że bezdusz macocha kazoła mu siedzieć w doma na życi.

Jak już wszyscy pojechali na ten bal, to tyn Kopciuszek porod, usiodł na ryćce i ryczoł, tak, że te ciumpy mioł do zoli. Z tego się zrobiła tako dupno kałuża, a z ty kałuży wyloz Skarbek i padoł:

- Nie rycz; pojedziesz!

Wytor dziołsze ciumpy, doł je tako fajna kiecka i wziął kunsek wungla i ciepnął nim w szczura. Ten szczur się obrócił i padoł:

- Nie w łeb, ty ciulu!

I zamienił się w kunia, a ten kunsek wyngla w piękno karetę. A skarbek zamienił się w woźnicę. Skarbek padoł:

- Przed dwanostom musisz stamtąd pitać, bo to wszystko znikinie.

I pojechali. Jak zajechali karetą, pikną jak matiz po tuningu, pod remiza. Jak ten Kopciuszek wloz na ta sala to wszystkich szlag trafił, a macocha spuchła.
Książe podszed do tego Kopciuszka i padoł:

-E! Tańcujesz?

A Kopciuszek padała:

- Jaaa... Tańcuje, ale jeszcze cola bych bachła.

No i poszli se tańcować. A grali tam przeróżne szlagiery. Jak to macocha zobaczyła, to z nerwów zaczęła pakować żarcie do taczki, a cery w tym czasie wdupiały krupnioki, czy na roz, bo były bachrate.
Jak se Kopciuszek z tym ksińciem potańcowali, to se usiedli w loży i zaczęli se dżistać. I tak se dzistali, że ani się nie kapli jak pizło dwanoście. Kocpiszek się zerwała i padała księciowi:

- Wiesz co, sory, że tak w mańklu depca, ale zaraz będę cisła ku chałpie.

A on się spytoł: 

-Czemu?

A ona poleciała, ale że na schodach było gładko, bo było nieposute, to normalnie ukejzła i jeszcze łepom dupła w gelinder. I ona boroka straciła szczewik.
Książę borok podlecioł, wzion ten szczewik powunioł.

- Pierunie! - padoł – Tam coś zdechło i nie chce wyliść. Kurde, ino jeden, to ani nie sprzedom.

Wzion ten szczewik i poszoł lygać.

Na drugi dziń wstoł, poodbywał, króliczok zamknął, barany wygnoł, gołembie se jeszcze puścił, wzion tyn szczewik, wsiodł na moplika i jechał bez cały Śląsk. Jechoł, jechoł, jechoł. Na gowie mioł gogle Carrera, zicherkom mioł spiete galoty.
I jak już tak zajechał pod ostatni familok to wloz do domu macochy. I zaczoł przymierzać ten szczewik na każdo szłapa, ale nie pasowoł. Macocha miała platfusa, a cery miały haluksy, takie, ze się one potykały. Już miał tak wylazować i tak się podzibioł, a tam w kącie Kopciuszek szkupie pierze. I tak trocha niechytnie go zawołał, padoł:

- E! Pudsa ino umazańcu!

A Kocpiuszek tak troszka się onaczy padoł:

- A, kaj jo tam puda?

I wtedy się księciu oczy otwarły, bo poznoł dziołcha po akcencie.
I żyli długo i szczęśliwie.


Opracowanie: Kabaret Młodych Panów

Czerwony Kapturek


W jednyj wsi miyszkała mało dziołszka keryj mama usztrykowała fajno czerwono czopeczka. A było to downo, kiedy takie staromodne czopeczki nazywali kapturkami. Dziołszka dycki chodziła w tym kapturku i bestoż ludzie zaczli godać na nia „Czerwony Kapturek”.
Kiedyś mama zawołała Czerwonego Kapturka i tak mu godo:

- Czerwony Kapturku, pójdziesz dzisioj łodwiedzić babcia i zaniesiesz jej coś do pomaszkecenio. Mosz tukej koszyk z konckiym kołocza Ale nikaj się nie rozglondej i dej se pozor jak pódziesz bez las.

Dziołszka drapko łoblykła swoja czerwono czopeczka, wziyna koszyk i poszła. Na drodze w lesie trefiyła jednak wilka, kery padoł:

- Kaj tak drapko lecisz dziołszko

- Ida tam za las, do babcie

- Niy godej, do babcie idziesz, ale kwiotków nie mosz?

- Mosz racjo musza pryntko nasrywać kwiotków

Dziołszka stanyła na chwila i napoczyna srywanie leśnych kwiotków. Ale szprytny wilk wiedzioł co robi i drapko polecioł pod babcina chałupa. Zaklupoł i czeko.

-Kto tam? - godo babka

-To je jo; Czerwony Kapturek – pedzioł wilk.

- Jakoś żech dzisioj tako słabo i nie mom siły stanąć z łóżka. Klucz leży pod wycieraczką. Łotwórz se sama Kapturku i wlazuj

Na to yno wilk czekoł. Wskoczoł do chałpy, roz mlasnął i boroczka babcia zeżar na poczekaniu. Potym wilk przeblyk się za babcia, legnył do łóżka i czeko na Kapturka. Czerwony kapturek przyliz i tak pozdrowioł na progu:

- Szczynść Boże. Jak się mocie babcia?

Wilk tylko pomrukuje

- Ale babcia, czamu Wy mocie takie wielgie łoczy ? - pyta Kapturek.

- Coby lepiej widzieć – godo wilk.

- A czamu mocie takie wielge uszy?

- Cobych poradziła cie lepiej słyszeć!

-A na co Wom takie wielgie zymbiska?

-Żeby cie zjeść!

Pedzioł wilk i zeżar Kapturka na drugie danie.

Na szynście przełazioł kole tyj chałpy myśliwiec i usłyszoł głośne wilkowe chrapanie. Myśliwiec wejrzoł bez łokno i ryknął:

-A to co? Mom cie nareście ty szkodniku!

Wzion flinta i wilka uszczeloł. Potym przeciął mu bas, z kerego wyskoczyła uratowano babcia i Czerwony Kapturek. A potym wszyjscy żyli dugo i szczynśliwie !




Literatura: Elementarz Śląski - Marek Szołtysek
opracowała: Barbara Kosińska
nauczycielka Przedszkola Miejskiego nr 3 w Bytomiu