Downo, downo tymu, jak jeszcze na
grubie dobrze płacili, w starym familoku mieszkoł se Kopciuszek z
fatrem, macochą i dwiema cerami. Macocha i cere były szpetne jak
przodek po odstrzale, bo były z Sosnowca, a Kopciuszek i ojciec byli
pikni, bo byli z Boguszowic.
Ta macocha pojechała z tymi cerami do
miasta klajdy na bal pokupować. Na tym balu ksiunże miał se baba
pomaszkecić i jedna za żona miał se wybrać. Kopciuszek w tym
czasie musioł oddzielić wungiel od mułu, co by wunglem rozpolić,
mokrym mułem zaciepać i żeby hyc do rana trzymało. Kopciuszek tyż
chcioł iść na ten bal, ale nie móg, bo musioł uważyć żur dla
ojca, kaczka w pomarańczach dla macochy i cery, a do tego był tak
umazany od mułu, tak czorny, i mioł takie ciumpy, że bezdusz
macocha kazoła mu siedzieć w doma na życi.
Jak już wszyscy pojechali na ten bal,
to tyn Kopciuszek porod, usiodł na ryćce i ryczoł, tak, że te
ciumpy mioł do zoli. Z tego się zrobiła tako dupno kałuża, a z
ty kałuży wyloz Skarbek i padoł:
- Nie rycz; pojedziesz!
Wytor dziołsze ciumpy, doł je tako
fajna kiecka i wziął kunsek wungla i ciepnął nim w szczura. Ten
szczur się obrócił i padoł:
- Nie w łeb, ty ciulu!
I zamienił się w kunia, a ten kunsek
wyngla w piękno karetę. A skarbek zamienił się w woźnicę.
Skarbek padoł:
- Przed dwanostom musisz stamtąd
pitać, bo to wszystko znikinie.
I pojechali. Jak zajechali karetą, pikną jak matiz po tuningu, pod remiza. Jak ten Kopciuszek
wloz na ta sala to wszystkich szlag trafił, a macocha spuchła.
Książe podszed do tego Kopciuszka i
padoł:
-E! Tańcujesz?
A Kopciuszek padała:
- Jaaa... Tańcuje, ale jeszcze cola
bych bachła.
No i poszli se tańcować. A grali tam
przeróżne szlagiery. Jak to macocha zobaczyła, to z nerwów zaczęła
pakować żarcie do taczki, a cery w tym czasie wdupiały krupnioki,
czy na roz, bo były bachrate.
Jak se Kopciuszek z tym ksińciem
potańcowali, to se usiedli w loży i zaczęli se dżistać. I tak se
dzistali, że ani się nie kapli jak pizło dwanoście. Kocpiszek się
zerwała i padała księciowi:
- Wiesz co, sory, że tak w mańklu
depca, ale zaraz będę cisła ku chałpie.
A on się spytoł:
-Czemu?
A ona poleciała, ale że na schodach
było gładko, bo było nieposute, to normalnie ukejzła i jeszcze
łepom dupła w gelinder. I ona boroka straciła szczewik.
Książę borok podlecioł, wzion ten
szczewik powunioł.
- Pierunie! - padoł – Tam coś
zdechło i nie chce wyliść. Kurde, ino jeden, to ani nie sprzedom.
Wzion ten szczewik i poszoł lygać.
Na drugi dziń wstoł, poodbywał,
króliczok zamknął, barany wygnoł, gołembie se jeszcze puścił,
wzion tyn szczewik, wsiodł na moplika i jechał bez cały Śląsk.
Jechoł, jechoł, jechoł. Na gowie mioł gogle Carrera, zicherkom
mioł spiete galoty.
I jak już tak zajechał pod ostatni
familok to wloz do domu macochy. I zaczoł przymierzać ten szczewik
na każdo szłapa, ale nie pasowoł. Macocha miała platfusa, a cery
miały haluksy, takie, ze się one potykały. Już miał tak
wylazować i tak się podzibioł, a tam w kącie Kopciuszek szkupie
pierze. I tak trocha niechytnie go zawołał, padoł:
- E! Pudsa ino umazańcu!
A Kocpiuszek tak troszka się onaczy
padoł:
- A, kaj jo tam puda?
I wtedy się księciu oczy otwarły, bo
poznoł dziołcha po akcencie.
I żyli długo i szczęśliwie.
Opracowanie: Kabaret Młodych Panów

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz